Kiedy u nas sezon piłkarski dopiero się rozpędza w Japonii zespoły zbliżają się do ostatniej prostej. J-League już za chwilę wyłoni ze swojego grona nowego mistrza kraju.
W najwyższej klasie rozgrywkowej w Japonii występuje osiemnaście drużyn. Na cztery kolejki przed końcem jasne jest tylko jedno: ciekawie będzie do samego końca. Wszystko dzięki piłkarzom G-Osaka, którzy w meczu na szczycie pokonali Urawa Reds 0-2.
Ta wygrana była wręcz wymarzona dla każdego postronnego kibica J-League. Przed pierwszym gwizdkiem dzisiejszego meczu, Urawa miała aż pięć punktów przewagi nad Gamba Osaka i było jasne, że nawet remis, pozwalający zachować bezpieczną odległość, w wyraźny sposób przybliży ich do końcowego sukcesu.
Piłkarze aktualnego lidera będą zresztą jeszcze długo pluć sobie w brodę, bowiem korzystny remis, na własnym stadionie, utrzymywali aż do 88. minuty spotkania. Dopiero wtedy Akihiro Sato zdołał pokonać Shusaku Nisikiwę. Sam zawodnik na boisku przebywał zaledwie sześć minut. Co ciekawe, jego wejście można było wówczas postrzegać jako akt rozpaczy ze strony trenera gości, bowiem Sato nie błyszczy w tym sezonie skutecznością. Bramka w dzisiejszym meczu była zaledwie jego drugą w tym sezonie. Chwilowo nikt jednak nie będzie mu wypominał braku skuteczności,bowiem może to być najważniejszy gol w tegorocznych rozgrywkach, pozwalający wciąż walczyć ekipie z Osaki o mistrzostwo. Drugiego gola w meczu, już w doliczonym czasie gry, strzelił Shu Kurata, czym potwierdził jak duży wpływ na boiskowe poczynania może mieć trener, bowiem i on pojawił się na murawie dopiero w końcówce meczu.
Ze zwycięstwa Osaki cieszą się też inne ekipy z czołówki tabeli, które doskonale odrobiły zadanie domowe i zgodnie wygrywały w swoich spotkaniach. Trzecie Antlers pokonali piąte Frontale 2-1 i utrzymuje ścisły kontakt z pierwszą dwójką, tracąc już tylko cztery oczka do pierwszego miejsca. Wciąż do końca liczyć też się powinna drużyna Sagan Tosu, która zajmuje czwartą lokatę z pięcioma punktami straty.
Interesująco jest też na dole tabeli, gdzie toczy się walka o uniknięcie spadku. Niestety wygląda to coraz częściej na wyścig żółwi, bowiem w dzisiejszych spotkaniach nie wygrał żadna z ostatnich pięciu ekip. Nie oznacza to jednak, że nie odbyły się ciekawe spotkania. W meczu dwóch kandydatów do spadku, mieliśmy grad bramek i emocje do samego końca. Czternaste Vegalta Sendai, strzelając gola na 3-2 w 88. minucie zapewne już gdzieś w głębi duszy cieszyło się, że odskoczy od strefy spadkowej. Grać należy jednak do samego końca, co znów się potwierdziło, gdy Cacau, znany europejskim kibicom z gry w takich klubach jak Stuttgart czy Norymberga, trafił na remis w ostatniej minucie, dzięki czemu Cerezo Osaka, mimo przedostatniego miejsca, wciąż ma realne szanse na pozostanie w J-League.
Najbliższa kolejka będzie równie ciekawa dla kibiców J-League. Urawa nie mogą bowiem długo rozpaczać po dzisiejszej porażce z G-Osaką. Już za tydzień przyjdzie im się bowiem zmierzyć z czwartą w tabeli Tosu. Każda z tych ekip będzie bardzo liczyła na wygraną, co może nam przynieść wielkie emocje!
Tabela po 32. kolejce:

0 komentarze:
Prześlij komentarz